Uncategorized

Matka zamotana#1

Ten i kilka następnych wpisów będą oscylować wokół tematu rodzicielstwa bliskości. A  uściślając mowa będzie o noszeniu w chustach i nosidłach. Podejmuję się tego, ponieważ jestem wkręcona w świat babywearingu. 

Do poruszenia tej kwestii zmotywował mnie udział w pewnej akcji. Otóż razem z dziećmi zostałam wybrana do sesji promującej prawidłowe noszenie dzieci. Co prawda na  efekty trzeba poczekać, ale mamy kilka zdjęć zza kulis całego przedsięwzięcia;)

Na pierwszy ogień pójdzie historia noszenia i moja osobista przygoda.

Babywearing- nowomoda czy powrót do korzeni?

Pewnie wiele z Was w przeciągu ostatnich lat zaobserwowała przyrost osób, które noszą swoje dzieci w chustach i nosidłach. Krąży takie stwierdzenie, że to moda z zachodu i jest to głupota. Albo, że to jakaś fascynacja ludzźmi krajów 3 świata. No to pora na kilka faktów. 

Chusty jako forma transportu swojego potomstwa jest znana od pradziejów. Wskazują na to chociażby malowidła ścienne z okresu starożytnego Egiptu czy Grecji. Na gruncie polskim jeszcze w okresie powojennym normą było to, że kobiety nosiły swoje dzieci w hyckach/hackach. Bo tak naprawdę to wózki przyszły z zachodu i były początkowo towarem ekskluzywnym. Jednak rozwój cywilizacji i postęp techniczny spowodował, że teraz nie jedna matka sobie życia nie wyobraża bez wózka.  Umiejętność motania w „szmaty” zanikła i dopiero się odbudowywuje. Stąd może strach przed nowym-starym i pogarda dla osób noszacych swoją dziatwę. Może przesadzam, bo ja osobiście nigdy nie spotkałam się z negatywnymi reakcjami, ale moje koleżanki już takie doświadczenia miały. Ale jak to bywa z uczeniem i przyzwyczajaniem społeczeństwa- na wszystko potrzeba czasu;)

Podsumowując w obu poruszonych na początku zdaniach tkwi ziarenko prawdy. Bo obecne noszenie jest zainspirowane ludźmi gdzie po prostu wózki nie mają racji bytu i moda na to do Polski przyszła z Zachodu, ale jest to coś co już było w naszej kulturze . Coś co zanikło i buduje się na nowo- ale już na miarę naszych czasów.  

Moja przygoda z chustami

W moim przypadku chusty pojawiły się w życiu z dwóch powodów. Pierwszy to takie niezrealuzowane marzenie- czyli podróż do Afryki albo inny zakątek na Ziemii i poznanie od poszewki życia w różnych kulturach. Zawsze chciałam zobaczyć jak kobiety dają radę z dziećmi przy sobie pracować np. na polu lub przeczesywać się przez dżunglę. Chciałam ponosić dziecko z ciekawości.  Drugi to już bardziej logistyczny. Na świecie pojawił się Syn. My mieszkaliśmy już w stolicy, ale zostały mi jeszcze do skończenia studia w rodzinnym mieście. Nie mieliśmy z Ojcem ani prawka, a tym bardziej samochodu. Ojciec musiał zostawać- bo praca.A ja zostałam skazana ns pociągi. No ale jak się transportować z plecakiem ciuchów,  walizką książek i dzieckiem. No rąk braknie do prowadzenia wózka.Bo przecież tylko dwie są!  I tu chusta stała się wybawieniem;) Tak po krótce wyglądał poczatek, ale to trwa bo Córa też jest noszona… 

A żeby nie przedłużać i zachęcić do śledzenia wpisów z tej serii daję Wam coś, na czym możecie zawiesić oko;)


​Skoro wytrzymaliście do końca to mam dla Was małą niespodziankę. Szykuję rozdawajkę na facebook, ale musicie mi w tym troszkę pomóc. Żeby doszło to do skutku muszę zebrać 100  like na stronie bloga. No to klikajcie łapki w górę! 😉

https://m.facebook.com/mama.emigrantka.usa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s