dziecko

A za moich czasów…

Przeglądałam ostatnio swoje zdjęcia z dzieciństwa. Popatrzyłam na juniorów i pomyślałam : „Za moich czasów…”. Moment. Stop. Czy to syndrom starości? No raczej nie, ale w duchu uśmiechnęłam się do siebie. W końcu kiedyś, słysząc ten tekst dostawałam białej gorączki. Bo wiązało się to z wysłuchiwaniem „dobrych rad”. Ale wtedy byłam młoda i chciałam koniecznie przeżyć wszystko po swojemu. Bez porównywania do czyjegoś innego żywota.  Teraz jestem dużo starsza i już dawno uświadomiłam sobie, jakie klapki miałam na oczach. To, że ktoś mówi,  że za jego czasów „coś tam było”,  to  w domyśle wcale nie znaczy lepiej. Było inaczej. 


Piszę o tym dlatego, że często to wyrażenie pada w kontekście lat młodości.  A bycie dzieckiem i nastolatkiem – to dla większości czas beztroski. Nostalgiczne wspomnienie tych wszystkich pozytywnych doświadczeń,  kiedy „problemy” dotyczyły blahostek.
Nasze babcie i dziadkowie, już trochę zmęczoni życiem,  często łączą sobie to z marudzeniem. Ale to ma swoj urok. Warto posłuchać ich relacji, zapamiętać jak w krótkim czasie kolejne generacje dzieci rosły,  jak zmieniał się świat.  

Każde pokolenie ma swoje 5 minut i musi z biegiem czasu zdać swój egzamin.

Pokolenie I – Prababcia

Moja babcia urodziła się pod koniec wojny. W wieku trzech lat została osierocona, bo w czasie bombardowania jej mama nie zdążyła dobiec z nią, żeby się schronić. Zasloniła ją własnym ciałem. Babcia tego oczywiście nie pamięta,  zna to z opowieści od swojej babci, która ją wychowała. Za to z uśmiechem wspomina piec przy którym uwielbiała wygrzewać się z kotami, drewniane zabawki i smak pierogów z kaszą i miętą. 

Pokolenie II – Dziadkowie (Nasi rodzice)

Dzieci komuny. Niby pieniądze były,   ale z dostępem do rzeczy było trudniej. Moja mama jest pokoleniem, gdzie do domów trafiały pierwsze telewizory. Z uśmiechem wspomina ” Jacka i Agatkę”. Jak była trochę starsza pokochała żeglugę. Była jednym z pierwszych członków lokalnego yachtklubu i budowała „Biegnącą po falach”. Interesowała się modą,  szyła i dziergała. Mam jeden sweter, który zrobiła w okolicy 20 lat. Fason powrócił,  a biel nadal jest idealna mimo upływu ponad 30 lat! Uwielbiam go;)

POKOLENIE III – My i nasze rodzeństwo

Zacznę od mojego brata. Bieganie z kolegami, ogniska i zabawki z pewxu. Pamięta doskonale kolejki do sklepow. I „Domowe przedszkole”. I gumę turbo. I lepką Coca-Colę w szklanej butelce.  Jest pokoleniem gdzie do domów trafiały pierwsze komputery.  U nas to był krótki epizod i pamietam to, bo miałam wówczas około 4 lat.

Co do mnie, jestem dzieckiem lat 90-tych. Mogłabym pisać i pisać jak z dziećmi z sąsiedztwa biegaliśmy od podwórka do podwórka i wystarczyło krzyknąć że obiad i dzieci rozpietrzchały się  do swoich domów,  by zaraz znowu odkrywać swiat. Z dostępnością do produktow bylo łatwiej – jak to mówią rodzice- było wszystko tylko pieniedzy brak. Ale nie mogłam narzekac na brak zabawek. Większość czasu i tak spędziliśmy na dworze. Np. na trzepaku. Na Komunię już większość dostawała „górale”,  a niektórzy nawet komputery! U nas „na ulicy” miała jedna koleżanka. Wtedy spotykaliśmy się i w gronie np. 10 osób graliśmy w warmsy. Harcerstwo – rajdy i obozy. Potem rozpowszechniały się komórki i całkiem spore grono w gimnazjum już je posiadało. Ja swoją pierwszą miałam kiedy poszłam do liceum. I była to zabójcza Nokia.

Pokolenie IV – nasze dzieci

Mają dostęp do wszystkiego. Wszechobecne są komórki,  telefony i tablety.  Są specjalne kawiarnie z bawialniami, miejsca i instytucje które zajmują się organizacją czasu. Ale niestety (dla mnie) nie pobiegaja sobie tak swawolnie jak my. To są już inne czasy i ja jako rodzic chcąc nie chcąc muszę to zaakceptować. To teraz przechodzę swoj test- czy go zdam okaże się w niedalekiej prprzyszłości. Bo nie wszystko mi sie podoba… Ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Chciałabym,  żeby kiedyś moje dzieci powiedziły z uśmiechem „A za moich czasów…”

4 pokolenia, 4 generacje dzieci. Dzieci zawsze będą, ale realia w jakich żyją – zmieniają się. 

Za moich dziecięcych czasów było inaczej. Nie znaczy, że lepiej. Po prostu inaczej. I jestem szczęściarą że mogę być świadkiem jak się rozwijają moje dzieci, a świat razem z nimi. Ciekawe jakie niespodzianki nas czekają! 

A Wam jakie wspomnienia z dzieciństwa rozgrzewają serca?

Reklamy

One thought on “A za moich czasów…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s